FreeBooKs.PL

Free eBooks
         

DARMOWE EBOOKI DLA CIEBIE

POBIERAJ ZA FREE

zapisz si臋 na newsletter i czytaj za free
Twoje Imi臋:

Kr贸l Areyas

Gra o Tron

W Zachodnich Krainach po o艣miu tysi膮cach lat widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad lud藕mi. Zbli偶a si臋 zima, lodowate wichry wiej膮 z p贸艂nocy, gdzie schroni艂y si臋 wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani w艂adcy na szcz臋艣cie pokonali szalonego Smoczego Kr贸la, Aerysa Targaryena, zasiadaj膮cego na 呕elaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony w艂adca pozostawi艂 po sobie potomstwo, r贸wnie szalone jak on sam. Tron obj膮艂 Robert – najznamienitszy z buntownik贸w. Min臋艂y ju偶 lata pokoju i oto mo偶now艂adcy zaczynaj膮 gr臋 o tron . . .

George R.R. Martin

鈥 Powinni艣my wraca膰 鈥 nalega艂 Gared, kiedy las zacz膮艂 pogr膮偶a膰 si臋 w mroku. 鈥 Dzicy nie 偶yj膮. 鈥 Czy偶by艣 ba艂 si臋 zmar艂ych?鈥攕pyta艂 ser Waymar Royce z cieniem u艣miechu na ustach. Gared nie da艂 si臋 sprowokowa膰. By艂 m臋偶czyzn膮 w sile wieku, sko艅czy艂 pi臋膰dziesi膮t lat i widzia艂 ju偶 niejedno pani膮tko; wi臋kszo艣膰 z nich przychodzi艂a i odchodzi艂a. 鈥 Zmarli to zmarli 鈥 o艣wiadczy艂. 鈥 Nic nam do nich. 鈥 Czy oni rzeczywi艣cie nie 偶yj膮?鈥攄opytywa艂 si臋 Royce.鈥擩akie mamy dowody? 鈥 Will ich widzia艂鈥攑owiedzia艂 Gared.鈥擩e艣li on twierdzi, 偶e oni nie 偶yj膮, to ja mu wierz臋. Will domy艣la艂 si臋 ju偶 wcze艣niej, 偶e pr臋dzej czy p贸藕niej wci膮gn膮 go do swojej k艂贸tni. Pragn膮艂 jednak, by nast膮pi艂o to p贸藕niej. 鈥 Moja matka opowiada艂a mi, 偶e zmarli nie maj膮 g艂osu 鈥 wtr膮ci艂. 鈥 Moja nia艅ka m贸wi艂a to samo, Will 鈥 odpowiedzia艂 Royce. 鈥 Nie wierz w nic, co ci opowiadaj膮 przy piersi. Istniej膮 rzeczy, kt贸rych mo偶na si臋 nauczy膰 nawet od zmar艂ych. 鈥 Jego g艂os odbi艂 si臋 echem w pogr膮偶aj膮cym si臋 w mroku lesie. 鈥 Przed nami d艂uga droga 鈥 zauwa偶y艂 Gared. 鈥 Osiem dni, mo偶e dziewi臋膰, a ju偶 zapada noc. Ser Waymar zerkn膮艂 na niego oboj臋tnie. 鈥 Codziennie zapada mniej wi臋cej o tej samej porze. Gared, czy偶by艣 ba艂 si臋 ciemno艣ci? Will widzia艂 艣ci膮gni臋te usta Gareda i b艂yski gniewu w jego oczach schowanych pod czarnym kapturem grubego p艂aszcza. Od czterdziestu lat Gared s艂u偶y艂 w Nocnej Stra偶y i nie przywyk艂, by traktowano go lekcewa偶膮co. Ale nie tylko o to chodzi艂o. Will wyczuwa艂 jeszcze co艣 pod zranion膮 dum膮 starca. Mo偶na by艂o to wyczu膰 niemal namacalnie; nerwowe napi臋cie granicz膮ce ze strachem. Will podziela艂 ten niepok贸j. Od czterech lat s艂u偶y艂 na Murze. Kiedy po raz pierwszy wys艂ano go na zewn膮trz, w jednej chwili przypomnia艂 sobie wszystkie dawne opowie艣ci, 偶e a偶 go zemdli艂o. P贸藕niej wydawa艂o mu si臋 to 艣mieszne. Teraz mia艂 ju偶 za sob膮 ze sto wypraw i niestraszne mu by艂o ciemne odludzie. W ten spos贸b po艂udniowcy nazywali nawiedzany las. Tak by艂o a偶 do dzisiaj, poniewa偶 tego wieczoru by艂o inaczej. Opadaj膮ca na las ciemno艣膰 sprawia艂a, 偶e czu艂 dreszcz na ca艂ym ciele. Przez dziewi臋膰 dni jechali na p贸艂noc, potem na p贸艂nocny zach贸d i znowu na p贸艂noc. Oddalali si臋 coraz bardziej od Muru w pogoni za band膮 dzikich grabie偶c贸w. Ka偶dy kolejny dzie艅 stawa艂 si臋 bardziej niezno艣ny od poprzedniego. Dzisiejszy okaza艂 si臋 najgorszy ze wszystkich. Li艣cie szele艣ci艂y niczym 偶ywe stworzenia, poruszane wiej膮cym z p贸艂nocy zimnym wiatrem. Przez ca艂y dzie帽 Will mia艂 wra偶enie, 偶e co艣 ich obserwuje, co艣 zimnego i nieust臋pliwego, co z pewno艣ci膮 nie darzy艂o go sympati膮. Gared podziela艂 jego odczucia. Will pragn膮艂, by jak najszybciej pop臋dzili i schronili si臋 za bezpiecznym Murem, lecz nie m贸g艂 tego powiedzie膰 swojemu dow贸dcy. A ju偶 na pewno nie takiemu dow贸dcy. Ser Waymar Royce by艂 najm艂odszym synem starego rodu posiadaj 膮cego zbyt wielu przodk贸w. By艂 przystojnym, osiemnastoletnim m臋偶czyzn膮 o szarych oczach i niezwykle szczup艂ej sylwetce. Rycerz patrzy艂 z g贸ry ze swojego czarnego rumaka na Willa i Gareda, kt贸rzy jechali na drobniejszych koniach. Ubrany by艂 w czarne sk贸rzane buty, czarne we艂niane spodnie, czarne r臋kawice z kreciej sk贸ry i wspania艂e okrycie, kt贸re stanowi艂a czarna l艣ni膮ca kolczuga na- 艂o偶ona na warstwy czarnej we艂ny i garbowanej sk贸ry. Ser Waymar s艂u偶y艂 w Nocnej Stra偶y od niespe艂na p贸艂 roku, lecz nie mo偶na by艂o powiedzie膰, 偶e nie przygotowa艂 si臋 do swojego zaj臋cia. Przynajmniej je艣li chodzi o stroje. Szczeg贸lnego blasku dodawa艂o mu jego futro z soboli: czarne jak noc, grube i mi臋kkie niczym grzech. 鈥瀂a艂o偶臋 si臋, 偶e sam je

No Comments
code by e-biznes online